poniedziałek, 2 marca 2009

Weekend w górach cz. III

Wyjazd udał się. Dwa dni fajnego jeżdżenia. Być może ostatni raz w tym sezonie, zobaczymy jeszcze. Śnieg miejscami juz teraz jest mokry, więc jak dalej będzie tak ciepło, to będzie trochę za mokry żeby się fajnie jeździło.
W Szkalrskiej na stoku byliśmy przed 9.00, nie było problemu z parkowaniem. Kolejki były, ale nie takie tragiczne. Na górze ludki się rozchodzą po innych wyciągach, więc nie ma tłoku. Najważniejsze wjechać na górę.
W każdym razie trzeba być tam, na górze Szklarskiej, czyli pod wyciągiem, maksymalnie gdzieś do godz. 9. Potem ciężko jest znaleźć miejsce dla samochodu. Chyba, ze sie akurat trafi, że ktoś odjechał po 12, bo skończył jeździć o tej porze - karnety przedpołudniowe kończą się o 12.














Na poczatku pojechaliśmy na Halę Szrenicką, ale była tam okropna mgła, nie było nic widać na kilka metrów. Jakimś cudem udało nam się znaleźć wyjście stamtąd. Wróciliśmy na czerwone trasy i właściwie cały czas jeździliśmy na Śnieżynce. Nawet fajna, na pewno dużo dłuższa niż w Harrachovie, ale na pewno mniej stroma. Dla nas była ok.





przed nami zresztą też...





Za nami widoki były rewelacyjne.


Tomek z tatą przed nami - ten w czerwonym kasku :)

W niedzielę z rana pojechaliśmy pojeździć w samej Szkarskiej. Nikt z nas wcześniej tam nie jeździł. Byliśmy ciekawi jakie stoki są po polskiej stronie.
Na początek przywitała nas kolejka do kas biletowych, krótka nie była. Potem trzeba było odstać w pierwszej kolejce do wyciągu krzesełkowego. Jechało się dość długo, końca nie było widać. Potem była drugi wyciąg krzesełkowy, na samą górę - tym razem ludzi było mniej.

Weekend w górach cz. II





Nasz jednonocny pokoik



Przyszła bilardzistka :)







a to popisowa mina Tomka



Karolcia
















Dziewczyny trzy...






Asia z Karolinką



Mariusz








Wieczorkiem odbyło się kilka partyjek bilarda...

Mieszkaliśmy w "Zającówce" w sumie w centrum Szklarskiej. Naszukaliśmy się trochę tego domu i mieliśmy "drobne" problemy, żeby tam dojechać. Śnieg był bardzo mokry i samochód się zakopał w śniegu. Ale koniec końców dojechaliśmy.

Weekend w górach cz. I



Bez zjechania z górki na spodniach też nie mogło się obejść.








Tym razem też można było dostać gorącą czekoladę. Poza po każdym zjeździe można było dostać paczkę krakersów. Chłopaki mieli dodatkową atrakcję.





Następne drzewka



A to jest "kolejka" do wyciągu - jak dla mnie historyczne zdjęcie, od razu ze stoku pod bramki.



śliczne drzewka



ale sople wyhodowali ;)



Widok na skocznię. Jechaliśmy z Tomkiem z dwoma studentami z Wrocka, którzy byli gotowi do skoków na Mamucie. Stwierdzili, że po co zaczynać od malutkich skoczni, lepiej od razu na najwyższe progi.





A ci byli nieźli, aż im musiałam fotkę zrobić. Między ludźmi w kolejce kręcił się pies. Myśleliśmy, że zostanie na dole, a właściciel wjedzie na górę, że ktoś go zaraz zawoła i przytrzyma, ale im bliżej wejścia na wyciąg pies dalej krążył między nami. W końcu gość wziął go na smycz i było wiadomo, że najprawdopodobniej będzie jechał razem z nim tym wyciągiem, i tak się stało. Pies na wyciągu - rewelacja!









Drzewka - bałwanki ?



Też tam byłam, tylko coś rzadko mnie widać ;)



Te drzewka za chłopakami po prostu "czad"







Śniegu jeszcze pod dostatkiem, a może nawet więcej



Widok z wyciągu na trasę przy skoczni



Niektórzy zamiast po tradycyjnych stokach woleli jazdę pod wyciągiem



Tradycyjny widok z wyciągu



My już na wyciągu





Po kilku tygodniach przerwy wróciliśmy w góry. Tym razem te najbliższe, czyli Karkonosze.
Umówiliśmy się ze znajomymi w Szklarskiej, gdzie zarezerwowaliśmy sobie nocleg. Korzystając z tego w sobotę pojechaliśmy do Harrachova, gdzie z wielkim zdziwieniem zobaczyliśmy dużo mniej ludzi niż normalnie tam przyjeżdża. Czyżby wszyscy już byli stęsknili się za wiosną i mają dość śniegu i zimy...? Co by nie było powodem, kolejka do wyciągu była zaskakująco krótka.