środa, 4 sierpnia 2010

Dźwirzyno lipiec 2010 cz.2









pożegnanie z morzem na .... czas pokaże na ile



pusto tu jakoś ...



ostatni dzień campingowania, zostaliśmy sami, rodzinka pojechała w sobotę rano do domu
my wracaliśmy w niedzielę













z facetami ...



za to "odporny" latawiec po prostu potrzebował silnego wiatru



mnie nie udało się porwać, ale było blisko







ale czas na kąpiel w morzu zawsze jest





w tym dniu tak wiało, że z materacem był problem, cały czas uciekał, w sumie wszystko uciekało ...
piasek wiał z każdej strony
parawan nic nie pomagał, nie dało się długo posiedzieć, a piasek mieliśmy dosłownie wszędzie





"Ptaki" atakowały ...
a właściwie ten mały ptaszek































na drodze do plaży ktoś zgubił szczękę, została umieszczona na drzewie, nieźle to wyszło
głodne drzewo, uwaga może ukąsić





arbuz wydrążony z owocami - bardzo smakowity

wakacje lipiec 2010




a trochę wiało ...





im nie straszna była temperatura, najważniejsza kąpiel na falach - im większe, tym lepiej



moje "hardcory"









i puszczanie latawców



obowiązkowe plażowanie











obowiązkowe spacery plażą



Jakby nas było mało, to na drugim końcu miasteczka w tym samym czasie urlopowały się - moja mama z ciotkami. Jak spotykaliśmy się, to robiła się z nas całkiem spora banda.







no i zamknęli Bartka w kuli - radził sobie dzielnie



Dźwirzyno
Komu się chciało wieszać ten rower tam???











uroki biwakowania ...



W tym roku zdecydowaliśmy się na wakacje pod campingiem.
Byliśmy pierwszy raz z przyczepą.
Dołączyliśmy się do moich kuzynek, które ładnych kilka lat właśnie w ten sposób spędzają wakacje, no i wylądowaliśmy na campingu w Dźwirzynie.
Było fajnie. Pogoda była jak nad polskie wybrzeże przystało - zmienna. Mieliśmy wszystkie możliwe rodzaje pogody, słońce, deszcz, wiatr, sypiący niemiłosiernie piasek na plaży. Jednym słowem monotonii pogodowej nie było.