poniedziałek, 26 stycznia 2009
Podsumowanie
No i to już koniec naszego wyjazdu na narty. Droga z powrotem też trwała ponad 11 godzin. Korki były w górach w Austrii, wszyscy jechali po tych bardzo krętych drogach ostrożnie, więc co za tym idzie wolno. Potem korek za Monachium, dopóki nie zjechaliśmy na drogę na Regensburg.
Było super, ale jak wszystko dobre, szybko się kończy.
Kilka słów komentarza. Naszym pobliskim stokom daleko do tamtych, nie tylko jeśli chodzi o ich długość, również o przygotowanie, całą infrastrukturę, obsługę, przygotowanie dróg, itd. Ameryki tym, nie odkryłam, ale to jest coś co widać na pierwszy rzut oka. Poza tym Polaków jest bardzo dużo wszędzie, prawie połowa samochodów na drogach, były z polskimi blachami, ale na stoku również z każdej strony można było usłyszeć jęz. polski. Jeszcze 2-3 lata i będzie się można dogadać nawet tam po polsku. No ale to przyszłość.
Jedna jeszcze taka dość śmieszna sytuacja nam się wydarzyła w drodze powrotnej. Jechaliśmy przez większość trasy za znajomymi, za Skodą Octavią, srebrną, kombi, rejestracja DBL ...., z boksem na dachu. Komunikowaliśmy się przez walkie-takie. W którymś momencie oni się pytaja gdzie my jesteśmy, my mówimy, że przecież za Wami. Oni jednka uparcie, że nas nie widzą. Patrzymy za kim jednak jedziemy, no i jedziemy za Skodą Octavią, nawet srebrną, nawet DBL coś tam dalej, ale po pierwsze nie miała boksa, tylko bagażnik z nartami i nie była kombi. No i tak to właśnie w natłoku samochodów z Bolesławca nie dopatrzyliśmy, że ładnych kilka kilometrów wcale nie jechaliśmy za nimi, tylko zupełnie za kimś innym.
Jeśli ktoś ma wątpliwości czy się ubezpieczać, to oczywiście gorąco zachęcam. Nam się nie przydało, ale była w tym samym czasie grupa też z Bolesławca, no i w drugim dniu jedna z podobno doświadczonych pań zjechała z wyznaczonej trasy, ponieważ widoczność się bardzo pogorszyła - nie nowość w górach, że pogoda bardzo zmienną jest, no i skutek był taki, ze złamała sobie nogę z przemieszczeniem. Musieli ją szukać, zwozić helikopterem, szpital, składanie nogi itd. Bez porządnego ubezpieczenia trochę drogo wychodzi.
Poza tym ja osobiście bałam się, żeby moje dzieciaki nie wjechały kogoś, bo wszelkie odszkodowania tez mogą być kosztowne, więc radzę wybrać dość wysokie OC.
Tak jak wspominałam, nikomu z nas się nie przydało, ale koszt tego ubezpieczanie stosunkowo nie jest aż tak wysoki przy koszcie całej imprezy, więc gorąco polecam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Szkoda, że to już koniec wypadu w Alpy :(
Prześlij komentarz